niedziela, 28 sierpnia 2016

Jake Bugg i magia Warszawy

W te wakacje nie zrobiłam nic co chciałam zrobić. Nie bawiłam się dobrze ze znajomymi, nie wprowadziłam więcej ruchu do swojego życia czy też zdrowego odżywiania. Nie poszłam na Opener'a, ani na Orange Warsaw Festiwal. Nie kupiłam sobie nowych ultra pięknych wrotek i kasku, abym przypadkiem pamięci nie straciła. Wszystko dlatego, że poszłam do pracy.



Nie mówię, że praca jest czymś złym- bo nie jest. Trochę zarobiłam oraz poznałam mnóstwo świetnych ludzi, których na pewno będę wspominać do końca życia. Ale niestety praca jest ogromnym pożeraczem czasu. Wakacje jeszcze nigdy nie minęły mi w tak ekspresowym tempie. No cóż...coś dobrego wydarzyło się tego lata. Koncert Jake'a Bugga w Warszawie okazał się strzałem w dziesiątkę.
Warszawa- bardzo piękne miasto. Od urodzenia co najmniej raz w roku je odwiedzałam ze względu na rodzinę, ale nigdy nie patrzyłam na nią oczami turysty. Aż w końcu w 2016 roku zwiedziłam stolicę z zapartym tchem w piersi. Niestety nie miałam ze sobą aparatu, czego bardzo żałuję. Cudowne kamienice, uniwersytety czy stoiska z balonami. Cudowny Stadion Narodowy i widok z mostów na Wiśle wieczorem. Uroku dodawały też ślicznie przyozdabiane knajpki, lecz najbardziej zadziwiająca była liczba obcokrajowców. Więcej słyszałam angielskiego niż polskiego- coś cudownego! Ale koniec o tym! Pierwszy wieczór w Warszawie spędziłam w Teatrze Palladium przy Pałacu Kultury na koncercie.

Wraz z moją siostrą i koleżanką przyszłyśmy trochę wcześniej, a mimo to ludzi było całkiem sporo. W końcu o 21:00 na scenę wszedł Jake (po kilku pomyłkach wywołanych przez jego, przysięgam, brata 'bliźniaka') i zaczął śpiewać. Po każdej piosence mówił słynne 'thank you' i śpiewał dalej. Jego koncert był tak prosty, że aż perfekcyjny. Wystarczył tylko on i gitara, aby podbić moje serce. Rozpływałam się za każdym razem, gdy usłyszałam jego głos. Świetna atmosfera i szybkie półtorej godziny, a Bugg już schodził ze sceny. Pomachał i już nie wrócił- a uwierzcie, wołanie o bis było głośne. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy i razem z Martyną poszłyśmy na wieczorny spacer po okolicy. Oczywiście, nie obyło się bez zdjęcia pod ikoną stolicy- Pałacem Kultury i Nauki.

Wyjazd wspominam bardzo dobrze i mam nadzieję, że wkrótce będę miała okazję tam wrócić! :)

16 komentarzy:

  1. Ja te wakacje spędziłam tak jak chciałam :) Cieszę się, że dobrze się bawiłaś na tym wyjeździe :)
    klaudiawmoimswiecie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo chciałabym jechać na jakiś konert :)

    londonkidx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że doświadczyłaś tyle przyjemnych chwil i pozwiedzałaś. W Warszawie masa obcokrajowców? :D Pojedź sobie zwiedzić Kraków. Tam się musisz naszukać żeby znaleźć polaka :D
    Zapraszam! www.zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo, przyznam się, że nie kojarzę zbytnio James'a , ale bardzo się cieszę, że chociaż to się tak bardzo udało :) Warszawa to piękne miasto, ale tak jak mówisz- trzeba się na nie spojrzeć z innej perspektywy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, praca faktycznie jest pożeraczem czasu ale jeśli chce się zarobic to trzeba :) I wtedy trzeba wybrać albo rybki albo akwarium xD
    Fajnie, że udało ci się być na koncercie :)
    Anonimoowax - Klik

    OdpowiedzUsuń
  6. Nyłam w Warszawie raz ale pojechałabym tam jeszcze kiedyś :)
    Obserwacja za obserwacje?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w te wakacje nie postawiłam na pracę, ale w przyszłym roku już to zrobię. W tym po prostu koncertowałam na zapas. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miło, że wyjazd i koncert się udał ;) Tak trzymaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma to jak dobry koncert :)

    Obserwuję :)
    Pozdrawiam :)
    http://perypetieoliwii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja całe wakacje spędziłam na koncertach ;D Super, że koncert Ci się podobał!

    Mój blog KLIK

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja pracowałam cały lipiec i dla mnie to już było za dużo, bo te 4 tygodnie sierpnia minęły mi tak szybko, jak chyba nigdy.. Dobrze, że chociaż koncert się udał! Tak jak ty uwielbiam Warszawę i min. raz w roku muszę się tam pojawić haha. Kiedyś miałam okazję być na koncercie w palladium, tyle że na Jamesie Arthur'ze ;)

    killa-killaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń